wtorek, 22 marca 2022
wtorek, 25 stycznia 2022
fot.: ks. Wojciech Kania, s. Sylwia Kunz CHR
sobota, 22 stycznia 2022
Tekst Radio Kielce: "Zabytkowe, średniowieczne wnętrza Domu Jana Długosza wypełniła muzyka w najlepszym wykonaniu. Wystąpili znakomici polscy soliści: sopranistka Renata Drozd i baryton Jakub Milewski.
- To piękne, że śpiewając kolędy, myślimy o Bożym Narodzeniu, ale też myślimy o naszych najbliższych – mówił Jakub Milewski.
- To tradycja, ale też miłość do kolędowania jest wyniesiona przez nas z domu, więc kolędy kojarzą się z pewnego rodzaju ciepłem rodzinnym, ze wspomnieniami osób, których już z nami nie ma. Te wspomnienia są w nas – tłumaczył.
Od kolęd po przeboje z opery i musicali
Gospodarzem wieczoru był Artur Jaroń, który przyznał, że choć występował w różnych miejscach w kraju i za granicą, po raz pierwszy miał okazję grać w sandomierskim Domu Długosza. Przed koncertem wyjaśnił, że specjalne tak ułożył program, by wieczór składał się w dwóch części.
- Rozpoczniemy kolędami. Jeszcze w naszej tradycji polskiej te kolędy wykonuje się do Matki Boskiej Gromnicznej, a później będzie już trochę bardziej karnawałowo i radośnie, bo chcemy, by publiczność dostała od nas, artystów, tę pozytywną energię, zabierzemy widzów w świat opery, operetki i musicali – zapowiadał.
Oprócz muzyki, było też piękne słowo, o które zadbała aktorka znana chociażby z serialu „M jak miłość”, Teresa Lipowska. Powiedziała, że do Świąt Bożego Narodzenia przywiązuje ogromną wagę.
- W moim rodzinnym domu te tradycje były bardzo podtrzymywane i hołubione. Kiedy już miałam własny dom, dziecko, starałam się zapraszać tę moją najbliższą rodzinę, i te wszystkie wigilie były bardzo uroczyście obchodzone. Uważam, że te tradycje powinny być kontynuowane, a nie: pojadę na Seszele. Tylko właśnie choinka, właśnie Mikołaj, właśnie opłatek, właśnie jakaś czułość, wyrozumiałość, bo w tej chwili to jest bardzo ważne, żebyśmy, jak mówiłam w jednym z wierszy, mogli ocalić świat – podkreśliła.
„Musimy szeroko otworzyć oczy na ludzkie potrzeby”
Koncert swoim patronatem objął biskup sandomierski, Krzysztof Nitkiewicz. Zwrócił uwagę, jak ważne jest otwarcie się każdego z nas na drugiego człowieka.
- Żyjąc w konkretnych czasach, które niosą za sobą wyzwania także natury charytatywnej, musimy szeroko otworzyć oczy na ludzkie potrzeby, powiedziałbym nawet na ludzką biedę. Może nie tę biedę w wymiarze materialnym, ale także w sytuacjach, kiedy człowiek nie może sobie poradzić z niektórymi problemami. Od tego jesteśmy, i tak jak Pan Bóg posłał do Pana Jezusa trzech mędrców z darami, tak samo nas dzisiaj posyła do innych ludzi – zaznaczył.
Inicjatorem koncertu był poseł na Sejm, wiceminister spraw zagranicznych, Piotr Wawrzyk. Zapowiedział, że nie będzie to jednorazowa akcja.
- Jesteśmy jeszcze w okresie świąteczno-noworocznym, w czasie dobrych uczynków, dawania, pomagania, dlatego teraz ta inicjatywa, ten pomysł. Udało nam się zaprosić naprawdę wybitnych artystów. Mam nadzieję, że uda się nam kolejne tego typu przedsięwzięcie zorganizować, bo takich dzieci potrzebujących naszego wsparcia jest wiele, tej pomocy nigdy za dużo – zapowiedział.
Pomoc przynosi efekty
Na koncert dotarła wicemarszałek województwa świętokrzyskiego, Renata Janik, która wyraziła radość, że mogła wziąć w nim udział.
- Dziś mamy wyjątkowy, piękny wieczór w Domu Długosza w Sandomierzu. Piękny, bo z jednej strony można posłuchać piękniej muzyki, natomiast z drugiej strony piękne jest to, że wszyscy, którzy tu jesteśmy, możemy wesprzeć małego mieszkańca Sandomierza – powiedziała.
Zaproszenie przyjął też członek zarządu województwa świętokrzyskiego, Marek Jońca. On także zwrócił uwagę na charytatywny aspekt wydarzenia.
- Ten akt dobroczynny, akt dobrej woli, pokazuje że w trudnych chwilach osoby, które potrzebują pomocy, mogą ją otrzymać. Już wiele uczyniono dla małego Bartusia, i ta pomoc przynosi efekty, ale to wsparcie nadal jest potrzebne, bo ta walka o sprawność chłopa nadal trwa i można ją wygrać – podkreślił.
Kultura na najwyższym poziomie
- W tej chwili najważniejszą sprawą jest stała i ciągła rehabilitacja chłopca oraz niezbędny do tego sprzęt rehabilitacyjny – powiedział Łukasz Przychodzki, tata Bartusia.
- Jest już po podaniu terapii genowej. Minęło już od tego czasu ponad dwa miesiące, a teraz musimy się skupić na wyjazdach na turnusy rehabilitacyjne, Bartuś odzyskuje sprawność. Rokowania są świetne, jest szansa, że Bartuś może chodzić, a my walczyliśmy przede wszystkim o to, żeby mógł samodzielnie siedzieć, samodzielnie mógł jeść, a przede wszystkim oddychać – zdradził.
Wciąż można pomagać Bartusiowi, oddając 1 proc. podatku, albo przez darowiznę na konto fundacji „Serca dla maluszka”.
- Wspaniały koncert, kultura na najwyższym poziomie w Sandomierzu – mieście które w opinii coraz większego grona osób jest perłą kulturalną województwa świętokrzyskiego – powiedział po ostatnim bisie burmistrz Sandomierza, Marcin Marzec.
- Daje się to odczuć, bo tych wydarzeń jest coraz więcej. Dodatkowo koncert charytatywny, szczytny cel. Po raz kolejny pomagamy Bartusiowi Przychodzkiemu z Sandomierza. Dzięki wielu osobom, ludziom dobrego serca udało się przez osiem miesięcy zebrać astronomiczną kwotę 9 mln zł i kontynuujemy tę zbiórkę. Kultura łączy – podkreślił."
wtorek, 11 stycznia 2022
cd. ze strony głównej
Syberyjskie skrzyneczki
i rzeźbiona fajka powstańców styczniowych
Ks. Konstanty Piwarski na zesłaniu imponował braciom w kapłaństwie wielką godnością i szlachetnością. Patriotyczna dekoracja skrzyneczki daje temu wyraz. Na wieku w dwóch kolumnach widnieją 24 czytelne autografy towarzyszy niedoli, pośród których znajduje się m.in. podpis ks. Izydora Ciąglińskiego, dawnego kolegi ze szkoły w Radomiu, którym ks. Piwarski opiekował się w Tunce. W centralnej części wieczka, pomiędzy podpisami, umieszczony został owalny medalion z ciemnego drewna, z mosiężną inkrustacją w postaci splecionych liter „KP” (Konstanty Piwarski) i datą wręczenia pamiątkowego wyrobu: „12 / 4. – 1879.”. Jest on otoczony motywem kajdan i narzędzi, symbolizujących pracę ks. Piwarskiego w kopalni rudy, a dookoła tych symboli i daty znajdują się nazwy miejsc zesłania i zakończone znakiem zapytania lata, w których przebywał on na Syberii: „Piotrowsk. Domna. Siewakow. Darasuń. Tunka. Irkuck. Spassk. 1863 – 1879?” (wiadomo, że wszyscy księża zesłańcy tonkińscy podpisani na wieku skrzyneczki mieszkali wówczas w Spassku). Poniżej – inkrustowana sygnatura artysty: „K. Sieciński”, pozwalająca ponad wszelką wątpliwość potwierdzić ustalenie Elżbiety Kamińskiej, że prawidłowa pisownia nazwiska twórcy skrzyneczki to właśnie Sieciński, nie Siecieński.
Skrzyneczka
znajduje się w zbiorach muzeum od lat trzydziestych XX w. Przechowała ją
rodzina ks. Piwarskiego, a w 1927 r. Anna Sotkiewicz z Klwatki Królewskiej pod
Radomiem ofiarowała ją ks. Janowi Wiśniewskiemu (1876-1943), wybitnemu
kolekcjonerowi, zbieraczowi pamiątek narodowych, wielkiemu darczyńcy Muzeum
Diecezjalnego w Sandomierzu. W liście do ks. Wiśniewskiego napisała ona, że
posiada również ubogi ornat, w którym ks. Piwarski, będąc na wygnaniu, odprawiał
mszę św. Pytała w liście, gdzie ma złożyć te pamiątki męczeńskiej, ale wzniosłej
i drogiej dla nas śmierci. Ksiądz Wiśniewski przekazał skrzyneczkę do zbiorów
Muzeum Diecezjalnego, pozostawiając informację, że kiedy ks. Piwarski wracał z
zesłania do kraju, wraz ze szkatułką i ornatem, przywiózł poszewkę z poduszki
pod mszał „z cierniową na niej koroną”
oraz kajdany. Losy tych pamiątek nie są znane.
piątek, 3 grudnia 2021
W miniony wtorek, w godzinach popołudniowych w naszym Muzeum odbyło się spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, który działa przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Sandomierzu.
Tematem spotkania była książka R. M. Edsela "Obrońcy skarbów" o grabieży dzieł sztuki dokonywanych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Dr Urszula Stępień - kustosz Muzeum przybliżyła obecnym sandomierskie wątki historyczne związane z fabułą książki.
W sierpniu 1939 roku, w obliczu zbliżającej się wojny, w kościele Mariackim w Krakowie rozpoczęto demontaż ołtarza Wita Stwosza, na który składało się ponad tysiąc części. Wyjęte z ołtarza rzeźby i płaskorzeźby zostały zapakowane do 30 specjalnie wykonanych w tym celu skrzyń oraz pięciu dużych paczek tekturowych. Największe skrzynie zaplanowano ukryć w Sandomierzu. Pozostałe części ołtarza podzielono na trzy grupy i ukryto w różnych miejscach w Krakowie.
Transportem skrzyń z Krakowa do Sandomierza kierował dr Karol Estreicher jun. (1906-1984), krakowski uczony, wówczas starszy asystent w Zakładzie Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Karol Estreicher bywał w Sandomierzu, gdzie w latach 1936-1937 urządzał Muzeum Diecezjalne w obecnej siedzibie w Domu Długosza.
W nocy z 28 na 29 sierpnia 1939 r. z Krakowa do Sandomierza wypłynęły Wisłą galary ciągnione przez holowniki, na które załadowano 30 skrzyń.
Galary dotarły do Sandomierza w dniu 1 września rano. Przy transporcie skrzyń znad Wisły pomagali więźniowie z sandomierskiego zamku. Biskup Jan Kanty Lorek, administrator apostolski Diecezji Sandomierskiej, podjął decyzję, że największe skrzynie o wadze ok. 800 kg każda, w których znajdowały się rzeźby, zostaną ukryte w przedsionku Katedry, a skrzynie z płaskorzeźbami w gmachu Seminarium Duchownego. Tymczasem w Krakowie Niemcy rozpoczęli poszukiwania ołtarza Wita Stwosza. Skrzynie z rzeźbami Wita Stwosza były przechowywane w Sandomierzu do 5 października 1939 r., kiedy to pod nadzorem SS-Untersturmführera Petera Paulsena, niegdyś docenta prehistorii Uniwersytetu w Berlinie wywiezione zostały do Krakowa w dwóch transportach. Następnie dzieło Wita Stwosza trafiło do Reichsbanku w Berlinie, a wreszcie do Norymbergii, gdzie ołtarz został ukryty w schronie przeciwlotniczym pod górą zamkową.
W księdze gości Muzeum Diecezjalnego znajduje się wpis w języku niemieckim, złożony 8 października 1939 roku.: „Po zajęciu Sandomierza, nazywani na całym świecie barbarzyńcami, odwiedzili stare muzeum, tym razem jako przyjaciele sztuki”.
Na przełomie 1939 i 1940 roku, Niemcy wywieźli z Sandomierza trzy cenne dzieła sztuki: z kapitularza katedry Relikwiarz drzewa Krzyża Świętego, ofiarowany przez króla Władysława Jagiełłę (same relikwie pozostawiając na miejscu), z Muzeum Diecezjalnego obraz Łukasza Cranacha Starszego Matka Boża z Dzieciątkiem i św. Katarzyną Aleksandryjską do prywatnych zbiorów Hansa Franka, z pałacu biskupów sandomierskich obraz Pokłon Trzech Króli. W czasie wojny Niemcy zamknęli Muzeum Diecezjalne i zabrali klucze, przerwa ta miała miej mniej więcej od 30 września 1941 roku do 5 listopada 1944 roku. Dzieła te stały się celem „wizyty” w Sandomierzu ekspertów tzw. Grupy Południowej, działającej w ramach urzędu Specjalnego Komisarza ds. Zabezpieczenia Dzieł Sztuki na Wschodnich Terenach Okupowanych.
Obraz Cranacha i Relikwiarz drzewa Krzyża Świętego został zinwentaryzowany, sfotografowany i włączony do katalogu prezentującego najcenniejsze dzieła sztuki „zabezpieczone” na terenie okupowanej Polski – „Sichergestellte Kunstwerke im General Gouvernement”.
W 1944 roku – na mocy decyzji Hansa Franka – sandomierski obraz Cranacha wpisano na listę dóbr kultury, które miały być „ewakuowane” do miejscowości Sichów (Seichau) na Dolnym Śląsku. Następnie wraz z innymi dziełami sztuki obraz przewieziono do majątku w Morawie (Muhrau). Tam odnalazł je i zabezpieczył – po tym jak Hans Frank wyjechał do Bawarii – prof. Günther Grundmann, pełniący funkcję konserwatora zabytków prowincji Dolnego Śląska. Dzieła sztuki zostały przetransportowane do Biblioteki Schaffgotschów w Cieplicach (Bad Warmbrunn). Ze względu na postępy wojsk radzieckich prof. Grundmann zdecydował się na opuszczenie Dolnego Śląska i wyjazd do Coburga w Bawarii. Starając się zabezpieczyć zabytki przed skutkami wojny, zabrał ze sobą część zbiorów zgromadzonych w Cieplicach. Wśród nich był również sandomierski obraz Cranacha. Po kapitulacji III Rzeszy prof. Grundmann przekazał dzieła sztuki wywiezione z Cieplic w ręce przedstawicieli amerykańskich władz okupacyjnych Niemiec.
Wreszcie nadszedł dzień, na który Karol Estreicher czekał wiele lat. Jest 28 kwietnia 1946 r. Do lokomotywy pociągu stojącego na dworcu w Monachium podczepiono dwadzieścia siedem wagonów wypełnionych dziełami sztuki. W jednym z nich powracały cenne sandomierskie dzieła sztuki. W czterech wagonach znajdowały się rzeźby ołtarza Wita Stwosza.
W aktach posiedzeń kapituły katedralnej z 15 kwietnia 1947 roku odnotowano, że do Sandomierza powróciły zrabowane dzieła sztuki odnalezione podczas rewindykacji polskich dzieł sztuki na terenach byłej III Rzeszy.
Z kart Dziennika Karola Estreichera dowiadujemy się, że po zakończeniu wojny powrócił do Sandomierza jeszcze jeden zabytek, o czym do tej pory nie było wiadomo. W dniu 18 marca 1946 roku K. Estreicher zapisał: „Dziś rano zawinięte w gobelin sandomierski, odnalazłem przypadkiem obrazy Canaletta. Komplet. Jakaż moja radość. Natychmiast nadaję depeszę do Warszawy. […] Już chciałem gobelin z Katedry Sandomierskiej odłożyć na bok jako mniej wartościowy (znałem go dobrze, przed wojną wziąłem go do Muzeum UJ do naprawy w Muzeum Przemysłowym) – widocznie Niemcy trafili na niego. Zwróciło moją uwagę, dlaczego tak mało wartościowy gobelin jest nawinięty na bęben? Rozpakowałem. Zaczęły chrzęścić obrazy Canaletta!”.
Po wojnie nie ustały przyjazne relacje Karola Estreichera z sandomierskim muzeum. Świadczy o tym list z 1949 r., w którym ks. Edward Górski, kustosz muzeum napisał: „Jednocześnie mile dziękuję za pierwszy list skreślony po przerwie niemal 10 lat. Dużo w tym czasie zaszło zmian. Może nadarzy się jaka okoliczność do obszerniejszej gawędy. Należałoby odwiedzić Muzeum, wszak to umiłowane pieścidełko Pana Profesora. Szczęśliwie ocalało podczas wojny i frontu na Wiśle. Dzisiaj jest atrakcją dla zwiedzających Sandomierz”.
niedziela, 19 września 2021
Europejskie Dni Dziedzictwa w Muzeum Diecezjalnym
Lukrecja słodziuchna bardziej niż w Kapadocji. Smak dziedzictwa kanonika sandomierskiego Marcina z Urzędowa









